Nieoczekiwane zauroczenie, magnetyczne przyciąganie i miłość, której trudno się oprzeć.
Pierwszy dzień w Montanie nie zapowiadał niczego wyjątkowego — do chwili, gdy pojawił się on. Najprzystojniejszy mężczyzna, jakiego kiedykolwiek widziałam. Posłał mi ten swój niebezpiecznie czarujący uśmiech… i zaprosił mnie na randkę. Byłam o krok od powiedzenia „tak”, dopóki nie zdradził swojego nazwiska: Jax Haven. Z Rancza Haven River. Wtedy jedynym rozsądnym wyjściem było odmówić. I uciec.
Od tamtej chwili udawałam, że go nie znam. Skupiałam się na pracy, na dotychczasowych planach, na wszystkim, co nie było Jaxem Havenem. Ale to trudne, gdy jego spojrzenie śledziło każdy mój ruch, a uśmiech nie pozwalał zapomnieć.
Wszystko układało się po mojej myśli do czasu corocznej imprezy świątecznej. Jeden kieliszek szampana za dużo, jedno zbyt długie spojrzenie – i pozwoliłam, by magia chwili mnie porwała.
Teraz nie mogę już udawać, że nic się nie stało.
Nie, odkąd wiem, że spodziewam się dziecka. Naszego dziecka.